lut 032012
 

No i się zaczęło .Rolnicy albo raczej obszarnicy wychodzą  ze skóry, by propozycje zazielenienia polityki rolnej wrzucić do kosza. Komitety Copa-Cogeca opublikowały  ostateczne szacunki dotyczące zbiorów w UE. Produkcja w 2011r.  wzrosła o 1,9% mimo niekorzystnych warunków klimatycznych. Ponieważ według prognoz sytuacja na rynku zbóż w UE pozostanie napięta, Komitety Copa-Cogeca ostrzegają przed planami dalszego zazieleniania Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) i przymusowego odłogowania.  (LINK) Europejscy producenci nie zgadzają się na zazielenienie, bo uważają że w wyniku zmian klimatu dochodzi do spadku produkcji rolnej. Zazielenienie wymaga wyłączenia z produkcji rolniczej 7 proc powierzchni  gospodarstwa i przeznaczenia ich pod ekosystemy przyrodnicze, co  zdaniem „rolników” spowoduje dodatkowy spadek produkcji. (LINK)Ale to mówią obszarnicy.Co mówią rolnicy? Gospodarstwo o powierzchni 10 ha powinno mieć zazielenione 1 ha powierzchni . Co to oznacza? Oznacza mniej więcej tyle, że ze względu na wyższą żywotność biologiczną ekosystemów naturalnych należy zaniechać ich fragmentacji i likwidacji na polach uprawnych. Co należy do tych ekosystemów śródpolnych? Wszystkie miedze porośnięte rodzimymi ziołami określanymi mianem chwastów. Zadrzewienia śródpolne, które są schronieniem  i źródłem pokarmu dla licznych gatunków zwierząt w tym owadów.Szczególną uwagę rolników powinny zwracać pszczoły bez których ich rolniczy trud mógłby się na nic nie zdać.W tej dziedzinie miejsce Polski w Europie jest szczególne.Bo to pszczołom i bartnikom zawdzięcza Polska swój rozwój u zarania swojej państwowości.W tamtym okresie głównym źródłem pszczelego pożytku były lasy liściaste,  przede wszystkim lipowe.Wraz z postępującą degradacją lasów i przeznaczaniem coraz większych obszarów pod uprawy zmieniało się źródło pszczelego pożytku. Jednak zrównoważona gospodarka rolna, płodozmian, różnorodność uprawianych gatunków i fragmentacja pól sprawiała, że zmiany te dla pszczół nie miały charakteru jakościowego. Niestety od kilkudziesięciu lat a od kilku to już w tempie zastraszającym dochodzi do monokulturyzacji produkcji rolnej. Skutkiem tego jest usuwanie z naszych pól wszystkiego co nie wiąże się bezpośrednio z procesem produkcji rolnej i czego  nie można sprzedać w skupie płodów rolnych. Jeśli jeszcze kilkadziesiąt lat temu mogliśmy wymienić kilkaset różnych roślin hodowanych przez rolników na obszarze jednego powiatu, to dziś jest to kilka: pszenica, rzepak, jęczmień i kukurydza. Źródłem pożytku pszczelego pozostaje  rzepak.Nawet jeśli jest go dużo, to jego jakość jakość daje  coraz więcej do życzenia. W tym monokulturowym systemie zazielenione powierzchnie gospodarstwa stanowią coś w rodzaju suplementu diety dla organizmów, bez których produkcja rolna upadnie.I nawet osławione rośliny GMO,(LINK) które podobno można tak zmanipulować, że nie będą potrzebowały pszczół do rozmnażanie przed tym upadkiem nas nie ochronią. Wprowadzając drzewa i krzewy w swoim gospodarstwie przyczyniamy się do zwiększenia bioróżnorodności- to po pierwsze. Ale też możemy czerpać z tego korzyści. Zadrzewienia  podlegają takiej samej gospodarce jak lasy i po kilku latach, a my rolnicy możemy rozpocząć pozyskiwanie drewna na opał do naszych domów. Coraz droższy węgiel, gaz czy nawet drewno w lesie powodują, że na wsiach tłumnie ruszono na miedze wycinać każdy krzaczek, który tam się pojawia. Można to robić jeśli jest to zgodne z planem, coś sadzimy, by móc coś wyciąć. Ale robimy to tak by nie zaburzyć procesów biologicznych .By nasze zadrzewienia ulegały stałej odbudowie.Taka gospodarka niesie korzyść zarówno rolnikowi jak i przyrodzie. Małym rolnikom nie trzeba tego zbyt długo tłumaczyć. Dlatego przeciw zazielenieniu nie protestują. Protesty słychać ze strony obszarników.Gałęzie polnych drzew rysują lakier w ich pięknych ciągnikach i kombajnach. Znamienne jest to,  że to właśnie po wprowadzeniu dopłat nastąpiła masowa likwidacja elementów przyrodniczych wśród naszych pól. ARIMR mówiła wprost: płacimy tylko za te powierzchnie, gdzie prowadzone są uprawy. Choć przecież nasze państwo miało możliwość wprowadzenia zupełnie innych regulacji. Dziś głos pana ministra rolnictwa odbieram jako sabotaż .Bo jak przekonać rolnika do odtworzenia tego, co przez ostatnie kilka lat musiał zgodnie z ministerialnymi zaleceniami likwidować.Zarzuty, że jakoby regulacje zazieleniające nasze pola przyczynią się do  zmniejszenia powierzchni upraw i spadku produkcji rolnej, mają takie naukowe podstawy jak twierdzenie że kilka litrów wody w chłodnicy ciągnika zwiększa jego wagę i przyczynia się do większego zużycia paliwa. Jeśli więc minister  Sawicki   chce zaoszczędzić parę groszy  niech wyleje  wodę z chłodnicy! I daj mu Boże zdrowia i wielu gospodarczych sukcesów.

Adam Ulbrych

Żniwa w Opolu-2011

  One Response to “Zazielenienie Wspólnej polityki rolnej”

  1. Taki artykuł bez akapitów źle się czyta.